Czarno biała i w kolorze - book

Recenzje książek

JANUSZ L. WIŚNIEWSKI - "KULMINACJE"

kulminacje.jpg

JANUSZ LEON WIŚNIEWSKI Naukowiec i pisarz polski, magister fizyki (Uniwersytet Mikołaja Kopernika), magister ekonomii (Uniwersytet Mikołaja Kopernika), doktor informatyki (Politechnika Warszawska), doktor habilitowany chemii (Politechnika Łódzka). Rybak dalekomorski, magister fizyki, doktor informatyki i doktor habilitowany chemii (program komputerowy jego autorstwa stosuje większość najważniejszych firm chemicznych w świecie). Naukowiec i pisarz. Debiutancka "Samotność w Sieci" stała się w Polsce i w Rosji kultowym bestsellerem, została sfilmowana i przetłumaczona na wiele języków. Autor zbioru opowiadań "Zespoły napięć", "powieści Los powtórzony", tomików esejów "Intymna teoria względności", "Molekuły emocji", "Sceny z życia za ścianą", "Czy mężczyźni są światu potrzebni?", "Zbliżenia", oraz naukowej bajki dla dzieci "W poszukiwaniu Najważniejszego: bajka trochę naukowa". Z Małgorzatą Domagalik napisał dwie powieści epistolograficzne: "188 dni i nocy" oraz "Między wierszami". Większość jego książek trafiła na listy bestsellerów. Ojciec dwóch córek: Joanny i Adrianny. Obecnie mieszka i pracuje we Frankfurcie nad Menem. Na swojej stronie internetowej pisze: Panie, pomóż mi być takim człowiekiem, za jakiego bierze mnie mój pies".

 

Autor: Janusz Leon Wiśniewski

Wydawnictwo: Wielka Litera

Ilość stron: 336

Data premiery: 4 lutego 2015

ISBN: 9788380320055

Kategoria: Literatura piękna

 

O KSIĄŻCE Jeden mężczyzna, osiem kobiet. Literacki flirt rozgrywający się w fascynującym świecie damsko-męskich relacji. Największe przeciwieństwo, a zarazem doskonała jedność. Gdy zderza się pierwiastek męski z kobiecym, dochodzi do KULMINACJI uczuć. Wyjątkowy projekt, na jaki składa się kilkanaście opowiadań o kobietach w kulminacyjnych sytuacjach życiowych autorstwa Janusza Wiśniewskiego i gwiazd kobiecej literatury. Polskie autorki podejmują dyskusję na temat im najlepiej znany ­- kobiecości. Każde opowiadanie odczytują na nowo - odnajdują wątek, bohatera, scenę, które stają się dla nich inspiracją dla własnej historii. Z tego dialogu zrodziła się prowokacyjna opowieść o sile uczuć, stracie, tęsknotach, zdradach i zdumiewających kobietach - dojrzewających, choć dawno dorosłych; dorosłych, a przecież nadal niedojrzałych.”

"Kulminacje" to zbiór szesnastu opowiadań, z których osiem jest autorstwa Janusza Leona Wiśniewskiego, a kolejne osiem polskich autorek - Pauliny Holtz, Małgorzaty Wardy, Izabeli Sowy, Magdaleny Witkiewicz, Manuli Kalickiej, Agnieszki Niezgody, Mariki Krajniewskiej oraz Joanny Jodełki.”

 

RECENZJA/REFLEKSJA - „Kulminacje” przeczytane. Nawet szybciej niż „Eksplozje”, bo nie czytałam kolejny raz opowiadań J.L. Wiśniewskiego. Wystarczyło mi przeczytać tytuł i kilka przypadkowo wybranych zdań z jego opowiadania by przypomnieć sobie treść. To On jest zdecydowanym królem obu książek ale nie można odmówić wysokiej jakości innym autorom. Kłaniam się głównemu autorowi - pozostałym również - i chętnie przeczytam, wszystkie jego książki których dotąd nie czytałam. To chyba najlepsze podziękowanie i uznanie dla pisarza za twórczość literacką. J.L. Wiśniewski jest ujmujący i troszkę kwaśny - jak to wiśnia :) - ale i „smaczny” w odniesieniu do prawdy i rzeczywistości. Jakie mam wrażenie po przeczytaniu „Kulminacji”? Bardzo dobre. Okazuje się kolejny raz, że literatura nie ma płci. Mężczyzna może pisać jak kobieta, a kobieta może pisać jak mężczyzna. To, co jest napisane w opowiadaniach Pań i Panów wzajemnie się przenika. Czasem tak ujmująco, że trzeba to przeczytać indywidualnie, by poczuć samemu. Dwukrotnie - a może i więcej razy - czytając, miałam wrażenie że mężczyzna piszący w „Eksplozjach”, odpowiada na to, co wcześniej w „Kulminacjach” napisała kobieta w odpowiedzi na opowiadanie J.L.W. Tak więc, jest w tym, niewątpliwy urok. Da się wyczuć pewne dopasowanie i porozumienie dusz w obu projektach. Być może to tylko moje wrażenie artystycznej duszy, która, najczęściej, zbyt czule spogląda na wiele - ale być może - właśnie dlatego lubię czytać J.L. Wiśniewskiego. Ma w sobie tą dawkę „szorstkości”, która nie tylko mnie przekonuje i przyciąga. Wracając jednak do wnętrza „Kulminacji”. Poziom intelektualno-emocjonalno-duchowy opowiadań - napisanych przez kobiety i mężczyzn - jest bardzo podobny, czuć to za każdym razem, kiedy wchodzi się w przestrzeń zdarzeń kolejnego obrazu literackiego. Jednak każde, jest inne i różne od poprzedniego. Mogłabym napisać i w tej recenzji do „Kulminacji", niemal to samo co przy „Eksplozjach”, więc powtórzę tylko ogólnie: Słodko-gorzki smak życia jest w obu książkach. Miłość i namiętność. Rozczarowania i spełnienia. Proza życia i ocean ludzkich dramatów, poprzeplatanych radością. I dystans…, dystans do tego wszystkiego czego zmienić już nie można. Co nieodwracalne i ostateczne. Do tego, co nieustająco jest zmienne w naszym życiu. Ostatnie opowiadanie w „Kulminacjach” należy do Joanny Jodełki - „Andropauza” i jest odpowiedzią na „Menopauzę” - J.L. Wiśniewskiego. Interesująco to autorce wyszło a nawet zabawnie, z poczuciem humoru i dystansu z lekko erotycznym żartem. Opowiadanie „Mistrza” to „Menopauza” i jest równie oryginalną formą, przeczytałam je kolejny raz po opowiadaniu Jodełki. Refleksja jaka mi się wówczas nasunęła po przeczytaniu tego ostatniego duetu, jest taka: naprawdę, istnieją ludzie, którzy mimo procesu starzenia się, aż do końca swoich dni, pozostają wciąż młodzi duchem, a każdy na swój indywidualny sposób. Tego w opowiadaniu mi zabrakło ale dopisałam sama, a może - a nawet na pewno - właśnie taką myśl miało wywołać „to granie literackie w duecie”. Tak myślę... i się uśmiecham kiedy to piszę. W „Kulminacjach i w Eksplozjach”, są opowiadania które bardziej zapadają w pamięć i są takie które mniej, ale wszystkie są ważnym przekazem. Każde napisane innym sercem i innym doświadczeniem. Każde wzrusza i skłania do wielu refleksji. Każde czegoś uczy. Myślę że ostatecznie - obie książki - można podsumować jednym dłuższym zdaniem: kluczem do wszystkiego co ważne w naszym życiu jest Miłość - a Ta - tak różny może mieć smak i znaczenie. Myślę również, że istnieje coś takiego, jak erotyka duszy, i w tej książce to wyraźnie czułam. Nie każde spełnienie naszych pragnień, to seks. Często kluczową rolę, odgrywa w naszym życiu bliskość oraz nieustający flirt z życiem i sobą nawzajem. Dlatego też bardzo-BARDZO POLECAM obie książki. I kłaniam się wszystkim autorom biorącym udział w projekcie „KULMINACJE” & „EKSPLOZJE”. Panie i Panowie, to była, ciekawa podróż literacka. Dziękuję.

Kulminacje.png

 

 

JOANNA JODEŁKA - Andropauza

 

– Cholernie stare? Cholernie drogie? Cholernie drewniane biurko...? Gdzie on jest? U ginekologa? Czy notariusza? Co on tu wypisuje?! To nie tak... Bohaterka, postać, kobieta po pięćdziesiątce – kimkolwiek była, westchnęła głęboko, głośno i dosadnie. Chciała, by pisarz odwrócił głowę i spojrzał w jej kierunku, ale ten zaczął przebierać palcami po klawiaturze i nie zwracał na nią uwagi. Patrzył tylko na kolejne słowa, które układając się w zdania, zaczęły pojawiać się na ekranie komputera. A gdy napisał: – To była pani ostatnia menstruacja... – z zadowoleniem strzelił palcem wskazującym w kropkę. I nawet nie zadrżała mu ręka. Bohaterka, postać, kobieta po pięćdziesiątce postała jeszcze chwilę za jego plecami, po czym ostentacyjnie odeszła od biurka. Krążyła po pokoju powoli i z godnością, na jaką pozwalało chodzenie w samej bieliźnie i rajstopach. Wte i wewte, od czasu do czasu zerkając kątem oka na pisarza. Bez efektu. W końcu znudzona spojrzała na stojący w kącie stary fotel. Brązowa, dobrze wyprawiona skóra, wysokie oparcie, duże siedzisko... Usiadła. Cóż... kiedyś pewnie był wygodny i nowy – pomyślała, gdy zapadając się w fotelu, poczuła wpijające się w pośladki sprężyny. A teraz... Zwiotczała, zużyta, wysiedziana gąbka... – burknęła pod nosem, gładząc palcami przetarte podłokietniki. Miejscami były kompletnie łyse, zaczęła więc zdrapywać paznokciem resztki odłażącej z tapicerki skóry. Łatwo się wykruszała. – Mówiłaś coś? – zapytał pisarz. – Nie – odparła, wzruszając ramionami bohaterka, postać, kobieta po pięćdziesiątce. Co mam ci powiedzieć? – pomyślała, patrząc, jak wstaje i zadowolonym z siebie krokiem idzie do kuchni. – Że mógłbyś choć w Google zajrzeć... i dopisać: „To była pani ostatnia menstruacja... ta rok temu...”, że inaczej nie da się tego określić. Że to proces... No, chyba że ten ginekolog jest uosobieniem Boga. Jeśli tak... to taka dokładność nie stanowi dla niego żadnego problemu... – Zobaczymy, co z tego wyjdzie – mruknęła, patrząc, jak wraca z kuchni z butelką koniaku i plastikowymi kubeczkami. – Szklanki ci się skończyły – prychnęła, zakładając nogę na nogę. – Nie, zmywarka się popsuła... – odparł pisarz. – Jutro ma ktoś do niej przyjść...

 

Napijesz się? – Czemu nie. Przecież jestem zdruzgotana – odpowiedziała, opierając łokieć na fotelu, a brodę na dłoni. – Większość twoich kobiet topi żale w alkoholu... – westchnęła. – Ciekawe dlaczego? – dodała już pod nosem, patrząc, jak pisarz w skupieniu wypełnia po brzegi przezroczyste kubki. – Pożyczył je od dentysty? – zapytała, gdy podszedł i podał jej jeden z nich. – Co? – zdziwił się pisarz. – Kubki – odparła, pijąc i oblizując usta. – Jakie kubki? – No te – wskazała palcem. – U dentysty stoją wszędzie... a u ginekologa nie widziałam. Tyle zdążyłam już przeczytać. Ma 21-letni alkohol, stare, drogie biurko... A nie ma kieliszków? – To szczegóły – pisarz jęknął znudzonym głosem i kolejny raz wziął głęboki łyk, odstawiając kubek na biurko. – Nie ma kieliszków, bo na co dzień nie pije. – A teraz raptem zaczął? Z powodu menopauzy swojej pacjentki? – pytała kpiącym uśmiechem na ustach. – Czy wszystkie tak częstuje? – Znają się! – wrzasnął pisarz i usiadł przed komputerem, ostentacyjnie wpatrując się w ekran. – To nieważne. Nie o nim to opowiadanie – powiedział, czytając od początku to, co napisał. – I dlatego że to nieważne... – zaczęła bohaterka, postać, kobieta po pięćdziesiątce, wstając z kubkiem w ręku – ...siedzę tu przez cały czas w bieliźnie, jak to nazywasz – La Perli model Oriental Suite w kolorze burgunda, z szyfonowymi wstawkami przez które widać mi sutki... – kontynuowała, podchodząc do biurka i biorąc kolorową gazetę. – Przecież to ta – oświadczyła, pokazując palcem stronę, na której piękna modelka prężyła biust w reklamie. – Poczekaj – pisarz spojrzał na nią z wściekłością. – Zaraz opiszę, jak bardzo krępuje cię jej kupowanie... – Skrępowana to się czuję, paradując w tych rajstopach... – przerwała mu, spoglądając na swoje nogi i brzuch obleczone w obciskające ciało kiepskiej jakości nylony – tym mnie chciałeś upokorzyć – dodała, chwytając w palce fałd skóry. – Masz już swoje lata – skrzywił się pisarz. – Idziesz do ginekologa. Przecież nie będziesz nosić pończoch... – Tygodniami, niby, przygotowuję się na tę wizytę! W stresie mierzę tę bieliznę... Wydaję majątek. Czekam, żeby się przed kimś rozebrać... Po czym nakładam dwie prezerwatywy na nogi, i naciągam je tak, żeby tych majtek nie było widać – prawie krzyknęła, nachylając się nad jego uchem. – Uspokój się – powiedział pisarz. Odsunął się z krzesłem na bezpieczną odległość i wychylił porządny haust z kubeczka. – Starzejesz się. Twoje ciało też. Wstydzisz się tego i swoich lat – kontynuował. – Tych zmarszczek. Obwisłych piersi... fałd tłuszczu, których nie możesz już się pozbyć... Tego, że twój mąż już na ciebie nie patrzy... – Nalać ci? –przerwał na chwilę, patrząc z satysfakcją jak bohaterka, postać, kobieta po pięćdziesiątce ze zmarszczonym czołem zerka na w swój dekolt i rękami maca brzuch. – Poproszę – skinęła głową, wyciągając dłoń z kubeczkiem. – Dlatego kupujesz coraz droższą bieliznę... i idziesz katować swoje ego do przymierzalni – dodał pisarz. Po czym wziął ołówek, leżącą przy klawiaturze kartkę i zapisał dokładnie to, co przed chwilą powiedział. Bohaterka, postać, kobieta po pięćdziesiątce odstawiła kubek i podeszła do lustra wiszącego w przedpokoju. Pisarz odchylił się na krześle, splótł ręce na piersiach i patrzył na nią, jak ogląda swoje ciało, następnie chwyta w dłonie piersi i unosi je wysoko, a potem puszcza. – Opadają. Grawitacja – powiedział tryumfalnie pisarz. Kiwając głową z zadowoleniem, chwycił plastikowy kubek i uniósł go do góry. – Na zdrowie. – Dobra – odpowiedziała mu, wracając do pokoju. – Udało ci się mnie zasmucić. Tak chcesz mnie widzieć... Tak właśnie? – zapytała, po chwili biorąc swój kubek. Po czym odsunęła plik leżących na biurku papierów i usiadła na blacie, zakładając nogę na nogę. – To powiedz mi... Dlaczego ten ginekolog rozbiera mnie wzrokiem? – patrzyła ironicznie, przechylając swoje ciało w kierunku siedzącego naprzeciwko pisarza. – Właściwie to wcale mnie nie ubrał... Przecież siedzę tu prawie naga, ciągle w tej bieliźnie i w tych rajstopach – fuknęła... Ale zapomnijmy już o tym... Przyznaj się, zawsze cię to interesowało? – Co? – zapytał pisarz. – Czy taki ginekolog podnieca się jeszcze na widok gołej cipki? – nie czekając na odpowiedź, bohaterka, postać, kobieta po pięćdziesiątce przekręciła ekran komputera, tak by móc z niego czytać... – Skoro przed chwilą... „wpatrywał się w jej krocze jak biolog przez mikroskop w zupełnie nową bakterię...” – doczytała i patrząc mu prosto w oczy, odwróciła ekran. Pisarz spuścił wzrok i podrapał się po siwej głowie. – Na zdrowie... – zaproponowała bohaterka, postać, kobieta po pięćdziesiątce, po czym jednym haustem wypiła zawartość swojego kubka. – Każdego to ciekawi – roześmiała się i wzięła butelkę, rozlewając równą porcję do dwóch kubków. – Nie wiesz, co powiedzieć, więc ja ci coś powiem – oświadczyła, nim ten zdążył otworzyć usta. – Jeśli kobieta kupuje drogą bieliznę to po to, by jej użyć. Nie od razu, nie byle kiedy, ale dokładnie wtedy, gdy spodziewa się jej użyć. Nie rozumiesz? – Pisarz odwrócił głowę, tak jakby nie zamierzał jej słuchać. Nie zraziło jej to. – Wytłumaczę ci. To tak, jakbyś miał broń. Jeśli trzymasz ją w domu, to po to, by mieć ją w zanadrzu, gdy ktoś do ciebie przyjdzie... Ale jeśli nosisz ją przy sobie, w kieszeni marynarki, wychodząc na miasto... – mówiła bohaterka, postać, kobieta po pięćdziesiątce, gładząc koronkowe ramiączko biustonosza. – To tylko czekasz na okazję... Rozglądasz się... uważnie... dookoła siebie... – Ty nic nie rozumiesz! – przerwał jej nagle pisarz i wstał od biurka. – Jej... To znaczy tobie, nie o to chodzi... Ty nie wiesz, jaka ona... – To znaczy ty jesteś! – dodał, odwracając się plecami. – O co jej chodzi, to ja wiem! – krzyknęła i zeskoczyła z biurka. – Już mi to z grubsza nakreśliłeś. Starzejąca się baba, z którą od wielu lat nie kocha się mąż. Z korporacyjnych powodów potraktował ją jak dziwkę i od tamtej pory ustało ich współżycie –oświadczyła. – Ma koleżankę, która pieprzy się, z kim chce i jak chce... więc ona, to znaczy ja, jej tego zazdroszczę... I ona-ja analizuje swoje smętne życie u ginekologa... – Idę się odlać! – burknął pisarz, trzaskając drzwiami do łazienki. – Ty mi lepiej powiedz, o co chodzi temu ginekologowi? – zapytała bohaterka, postać, kobieta po pięćdziesiątce, stojąc oparta o brzeg wanny. – Pisarz zerknął tylko na nią z ukosa. – Bo z tego, co zrozumiałam – kontynuowała, obserwując, jak mocuje się ze skórzanym paskiem spodni – to „istotny przyjaciel” jej męża, tak to ująłeś, więc znają się. Ten mąż nie patrzy na jej pochwę, a ten ginekolog tak... – oświadczyła, poprawiając kosmyk włosów w lustrze. – To mi się najbardziej podoba w tej historii – dodała, patrząc na odbicie pisarza rozpinającego rozporek. – Dla mnie to nie jest najważniejsze w tym opowiadaniu – odburknął, mocując się z suwakiem. – Jak to?! – oburzyła się i stanęła obok niego. – Kobieta idzie do mężczyzny... ginekologa, którego zna. To już wystarczająco dziwne. Co więcej, stroi się dla niego. Rozkłada przed nim nogi, a on ją potem rozbiera wzrokiem... Upijają się... I co? – I nic – mruknął pisarz, który trzymał członek w palcach i w skupieniu czekał na pierwsze krople moczu. – Ciekawe dlaczego? – zastanawiała się bohaterka, postać, kobieta po pięćdziesiątce. – Wcześniej, gdy się widzieli, nie rozbierał jej wzrokiem? Nie zobaczyła tego, że stanął ciut bliżej, że patrzył ciut dłużej? – zapytała, patrząc na nieregularny strumień moczu spływający po ścianach muszli klozetowej. – Dlaczego nie chciał, żeby sobie poszła? I wyciągnął ten koniak. Może zanim włożył wziernik, ku swej satysfakcji poczuł niespodziewanie zachwycającą wilgotność badanej pochwy? I mu stanął... – Przestań – mruknął pisarz, strącając z penisa ostatnie krople moczu. – On jest samotny, zmarła jego żona i w przeciwieństwie do twojego męża on ją kochał do końca! – warknął, po czym wyszedł z łazienki, trzaskając drzwiami. Nim wrócił do pokoju, bohaterka, postać, kobieta po pięćdziesiątce stała przy biurku i trzymała w ręku kilka zapisanych ołówkiem kartek. – Mnie niby kochał tylko do czasu, gdy urodziło się dziecko? Tak? – zapytała, przerzucając w rękach kartki. – Ba, właściwie tylko do poczęcia? Bo potem mnie odstawił... – Nalać ci? – zapytał pisarz i nie czekając na odpowiedź, napełnił dwa kubki po same brzegi. Westchnął, patrząc na prawie pustą już butelkę. Poziom koniaku „zbliżał się do tego miejsca na dole etykiety, w którym firma Remy Martin zdecydowała się wydrukować swoje dumne pięć gwiazdek”. Bohaterka, postać, kobieta po pięćdziesiątce bez słowa wzięła kubek i przechyliła go, wypijając jednym wielkim łykiem prawie połowę. – Bo ja nie mam zawodu? Bo mi go nie wymyśliłeś jeszcze?! Jestem tylko żoną i matką? Bo tak prościej? Bo takie panny się nudzą?! Banał! – wrzasnęła i z rozmachem rzuciła kartki do góry. Rozsypały się po całym pokoju. – W przeciwieństwie do żony ginekologa... – krzyczała dalej, patrząc, jak pisarz wypija wszystko, co ma w kubku. – Bo żona ginekologa była wybitnym matematykiem i dlatego zginęła, szczęśliwie nie doczekawszy menopauzy. Tak jak ja... I tych zmarszczek na twarzy. I tego obwisłego ciała, którymi tak mnie uraczyłeś? – Nie o to chodziło – jęknął pisarz, ukląkł na podłodze i chodząc na czworakach, zaczął zbierać porozrzucane kartki. – To miało być o czasie, który jest jak „grawitacja, co marszczy wszechświat albo jak spadająca kropla deszczu, która marszczy kałużę lub jezioro...” – ciągle klęcząc, odczytywał swoje zapiski. – Może być również o pustce we wszechświecie. Albo pomiędzy jądrem atomu a najbliższym elektronem. Wszędzie w chuj daleko i każdy sam... – wzruszyła ramionami bohaterka, postać kobieta po pięćdziesiątce i usiadła na podłodze obok pisarza. Po raz kolejny popatrzyła na swój drogi biustonosz z dobrej firmy i beznadziejne rajstopy, które uciskały ją w pasie, tworząc dwa nieforemne wałki. – Ale pomyśl... Mąż nie kochał się z nią, czyli ze mną od siedmiu lat. Mam na sobie doskonałą bieliznę... Poczekaj, niech sprawdzę. – Odciągnęła ręką rajstopy i majtki, i spojrzała w dół. – Tak jak myślałam. Świetna depilacja, żadnych siwych włosów – oświadczyła, patrząc na pisarza, który w tym momencie z ciekawością zmierzył ją wzrokiem, jakby chciał to zapamiętać. – Piję więc z ginekologiem. Sami w gabinecie... I do tego on mi mówi, że jest wdowcem... To dlaczego nic się tam nie dzieje?! – spojrzała na swoja cipkę, a potem na pisarza, który właśnie podnosił się z kolan i kładł pozbierane kartki na biurku. – Bo... nie mają już odwagi. Są za starzy. Za bardzo zmęczeni... – Podniósł butelkę do góry i patrząc na pojedyncze krople, spływające po ściankach, dodał – nie chce mi się już pisać. – I co, zostawisz to tak... Zostawisz mnie tak... – jęknęła bohaterka, postać, kobieta po pięćdziesiątce. – Niech ten ginekolog coś zrobi... – zaczęła prawie błagać, patrząc, jak pisarz odłącza komputer. – Potrafił rozebrać ją wzrokiem, to potrafi też rękami! – Zbyt pijany jest – odparł pisarz i ruszył w kierunku sypialni. Nim doszedł do łóżka, ona już przy nim stała, patrząc, jak mozolnie ściąga koszulę i spodnie. – Nie kończ tego tak – szeptała mu błagalnym tonem do ucha. – Wiem, że czujesz się staro, wiem, że nie potrafisz już zrzucić tych kilogramów, wiem przecież, z jaką niechęcią patrzysz na siebie w lustro... Ale przypomnij sobie wczorajszy dzień – próbowała bohaterka, postać, kobieta po pięćdziesiątce. – Jak było na twoim spotkaniu. Przypomnij sobie tę wpatrzoną w siebie kobietę – powiedziała patrząc na pisarza, który położył się na łóżku, zamknął oczy i pierwszy raz się uśmiechnął. – Tak, tę. Tę, której podpisywałeś książkę. Podobała ci się przecież... poszliście na drinka... gadaliście. Coś drgnęło... Dlaczego się wystraszyłeś... że się nie uda, jak ostatnio, że się ośmieszysz, że lepiej zawczasu uciec? – Dosyć – jęknął pisarz, z zamkniętymi oczami wymacał kontakt na ścianie i zgasił światło. – No i utkwię tutaj... Z tą menopauzą na zawsze! – westchnęła bohaterka, postać, kobieta po pięćdziesiątce. – Jakby to był koniec świata – dodała, po czym podniosła róg kołdry i wsunęła się do łóżka. Może jak się obudzę, to coś się zmieni. Może ktoś opisze mnie inaczej... „